start kontakt linki

wyprawy

wyprawy skierniewice 2006 suwalszczyzna 2006 polska egzotyczna 2007 suwalszczyzna-podlasie 2008

teksty

fotografia linux

gdzie indziej

picasa 23hq

Polska egzotyczna 2007

Najdłuższa moja do tej pory podróż :) Owszem, kilometrów w zeszłym roku było więcej, ale w międzyczasie wracałem do domu, robiłem parodniowe przerwy. W tym roku przejechałem te 1000 km "w jednym kawałku", nie było żadnego dnia przerwy. Próbowałem wrażenia zapisywać na bieżąco, ale skończyło się na próbach - czasem udało mi się skrobnąć parę słów wieczorem, czasem jednak byłem zbyt zmęczony, więc to, co tu można przeczytać jest kompilacją napisaną ładnych parę miesięcy po powrocie. Mapek, które znajdują się poniżej nie należy traktować zbyt poważnie - trasy narysowane są orientacyjnie ponieważ mapom tym brakuje dokładności, miejscowości są często poprzestawiane, ale do pobieżnego zapoznania się z trasą wystarczą.


View Larger Map

Dojazd, 20 lipiec 2007

Trasa: Dojazd pociągiem Szczecin - Giżycko

Tym razem jechałem w nocy. Niestety, nie było osobnego wagonu rowerowego lecz wydzielony jeden przedział, w którym były wieszaki na rowery - z sąsiedniego można było obserwować swój sprzęt przez szybkę. Po kilku stacjach wpakowali się tam żołnierze jadący na poligon i nie mogłem zmrużyć oka... Cóż, dojechałem totalnie niewyspany do Giżycka.

Dzień Pierwszy, 21 lipiec 2007


View Larger Map

Trasa: Giżycko - Sulimy - Pieczonki - Sołdany - Kruklanki - Jeziorowskie - Podleśne - Leśny Zakątek - Czerwony Dwór - Wierzbianki - Dunajek - Siedlisko - Rudzie - Nasuty - Kamionki - Błażejewo - Pietrasze - Suczki, 63,55 km

Jazda przez Puszczę Borecką - piękne, gruntowe drogi, po których jazda nie była ciężka. Spotkałem motocyklistę zwiedzającego okolicę. Cóż, niektórzy potrzebują do tego benzyny... ;) Potem były piękne widoki na Tatarską Górę i mało brakowało a rozbiłbym namiot w jej pobliżu - był tam piękny stawek z pomostem i wydzielonym miejscem na biwak. Stwierdziłem jednak, że nie chcę być aż tak na widoku i pojechałem dalej. Na pobliskiej Gołdapskiej Górze znalazłem jakiś lasek i tam znalazłem miejsce. W pobliżu rosły dziwne, ogromne, białe grzyby, niestety zapomniałem zrobić im fotkę :)

Dzień Drugi, 22 lipiec 2007

Trasa: Suczki - Gołdap - Botkuny - Galwiecie - Pluszkiejmy - Rogajny - Dubeninki - Błakały - Stańczyki - Golubie - Wersele - Hańcza - Bachanowo - Błaskowizna - Wodziłki - Szeszupka - Turtul - Okrągłe - Żywa Woda - Potasznia - Stary Bród - Suwałki, 76,39 km

Myślałem, że wykorkuję. Ten rower, z takim obciążeniem ledwo jechałe, kiedy było choćby trochę piasku. Tuż za Gołdapią spotkałem anglojęzycznego rowerzystę, któremu wskazałem kierunek, bo się pogubił. Kiedy pojechał żałowałem, że nie spytałem skąd jest - jego angielski z pewnością nie był językiem ojczystym. Tego dnia próbowałem jechać niegdysiejszą trasą kolejki, ale udało mi się to tylko połowicznie - zrezygnowałem w Dubeninkach, bo droga stawałą się coraz cięższa, coraz bardziej błotnista, widać że nie jest zbyt uczęszczana. Do Stańczyk dojechałem już szosą, tam popatrzyłem na potężne wiadukty kolejowe. Potem pojechałem szlakiem rowerowym, który poprowadził mnie nieco inną trasą niż chciałem jechać - dojechałem przez to o wiele szybciej nad jez. Hańcza, i z innej strony niż chciałem. Cóż, taka jest wędrówka i to jest w niej również piękne :) W Suwałkach szybkie zakupy i pędem poza miasto, bo zaczęło się chmurzyć. Tak się złożyło, że pojechałem w kierunku cmentarza, zaraz za nim skręciłem w prawo w jakąś ścieżkę... i w końcu rozbiłem się w pobliżu pomnika postawionego ku czci zamordowanych w tym miejscu przez hitlerowców kilkudziesięciu osób. Już w czasie rozbijania namiotu zaczęło padać, a niedługo później grzmieć i typowo - najpierw grzmoty były odległe, potem pioruny waliły nawet kilkaset metrów od miejsca, w którym się znajdowałem, potem burza szła dalej. Zdarzyły się dwie - trzy takie serie i dopiero ucichło... Wolę burzę obserwować z oddali ;)

Dzień Trzeci, 23 lipiec 2007

Trasa: Suwałki - Płociczno - Tartak - Gawrych Ruda - Bryzgiel - Krusznik - Tobołowo - Podmacharce - Małowiste - Płaska - Paniewo - Mikaszówka - Gruszki - Rudawka - Ostupiec - Rubcowo - Ostryńskie - Skieblewo, 81,14 km (ok. 10 km w terenie)

Pierwszy odcinek trasy - do Bryzgla - jak w roku ubiegłym, ale szosą. To samo z Płaskiej do Mikaszówki. Przepiękna droga przez las, z Rudawki do Rubcowa. W przyszłym roku mnie tu nie będzie i już żałuję, bo okolice Wigier są wspaniałe, a widoki na jezioro niesamowite. Zazdroszczę tym, którzy mieli czas i okazję obejść to jezioro, dokładnie obejrzeć, zatrzymywać się co parę kroków i podziwiać, wejść w okoliczne lasy, poznać wioski. Niestety, ja jeszcze nie w tym roku... Dojechałem potem do szosy Płaska - Mikaszówka, którą również w zeszłym roku jechałem. Szosa, ale niezbyt wiele samochodów i jeździ się tamtędy dość przyjemnie. Po drodze oczywiście mija się kościółki wiejskie, lubię ten klimat. Jeszcze bardziej lubię, że w czasie takiej jazdy nic mnie właściwie nie wiąże - z namiotem i całym obozowym ekwipunkiem jestem całkowicie niezależny, mogę się przemykać niemal jak cichociemny ;)Nocleg tuż przed wsią Skieblewo - skręcam wraz ze szlakiem pieszym w lewo i rozbijam się nieopodal rosyjskich bunkrów.

Dzień Czwarty, 24 lipiec 2007

Trasa: Skieblewo - Lipsk - Dąbrowa Białostocka - Różanystok - Grzebienie - Butrymowce - Kudrawka - Siderka - Sidra - Jurasze - Śniczany - Zwierżany - Gliniszcze Małe - Gliniszcze Wielkie - Sokółka - Drahle - Bohoniki - Bobrowniki - Stara Kamionka, 74.13 km (21 km w terenie)

Zaczęło się za Lipskiem od nieprzyjemnej, dość ruchliwej szosy. Od Dąbrowy jeszcze kawałek asfaltu, a potem piasek - czasem naprawdę mam wrażenie, że już nie dam rady. Ten rower, z takim obciążeniem tańczy na piasku, ledwo jedzie. Wizyta w meczecie - interesująca ze wzgędu na egzotykę i gospodynię, która mówi dużo i na temat ;) Myślałem, że dojadę do Suchynicz, ale usłyszałem grzmoty. Szybko dojechałem więc do Starej Kamionki, wbiłem się w las, rozbiłem namiot, wrzuciłem wszystko do środka i znowu zacząłem liczyć w jakiej odległości walą pioruny. Przez burzę przejechałem dużo mniej niż mogłem - conajmniej o 30 km. Tego dnia musiałem też spędzić nieco więcej czasu w Sokółce, żeby zajechać do sklepu rowerowego, bo zauważyłem, że w rowerku pękają pedały - kiedy kilka miesięcy wcześniej wymieniałem support i korby, wymieniłem też pedały. Wydawało mi się, że kupuję podobne do starych, plastikowe, ale wytrzymałe. Niestety, po kilku zaledwie miesiącach okazało się, że jest inaczej. W Sokółce zostałem bardzo mile przyjęty przez właściciela sklepu - ciasto, kawa, pozwolono mi też podładować komórkę. Niestety, kończyła mi się akurat gotówka i musiałem wziąć coś taniego, znowu więc były to plastiki, ale miałem nadzieję, że uda mi się na nich przejechać te paręset kilometrów do Przemyśla. Właściciel sklepu twierdził, że czarno to widzi... Co było potem przekonacie się czytając dalej relację ;)

Dzień Piąty, 25 lipiec 2007

Trasa: Stara Kamionka - Szudziałowo - Krynki - Kundzicze - Kruszyniany - Łużany - Jaryłówka - Bobrowniki - Gobiaty - Świsłoczany - Mostowlany - Dublany - Kondratka - Jałówka - Szymki, 68,14 km (ok. 20 km w terenie)

Pobudka przed 6:00 i szybkie zwijanie obozu. W Starej Kamionce zajrzałem do sklepu, żeby spytać o prognozę, bo moja Ania wysłała mi dość alarmującego sms-a. Sklepowa okazała się bardzo sympatyczna i rozmowna. Wypytała mnie przy okazji o rodzinę i czy może nie miałbym ochoty się tutaj przeprowadzić ;) Szosą dojechałem do Krynek - ładne miasteczko, ale niestety, już nie żydowskie. Z trzech synagog zostały dwie, które pełnią już zupełnie inne funkcje. Z trzeciej zostały tylko ruiny. Pogoda zniechęciła mnie tego dnia do zwiedzania i z tego też względu ominąłem Starą Grzybowszczyznę, niedoszłą "stolicę świata", a szkoda... W Kruszynianach szybki rzut oka na meczet i w drogę, w deszczu. Potem była znowu mordęga na szutrówkach -albo coś nie tak jest z moją kondycją albo jest tu więcej piasku albo też stare opony były lepsze na takie trasy. Ponieważ jutro i tak będę musiał w Białowieży zaczekać pod bankomatem na wypłatę, więc zatrzymałem się dosć wcześnie - w lesie, w pobliżu jeziora Siemianowskiego, naprzeciw drogi na Leonowicze. Całe pola jagód! Niestety, cały czas, z krótkimi przerwami pada. Na szczęście nie ma burzy i mam nadzieję, że nie będzie. Każda kolejna, spędzona w lesie pod namiotem rozbija mnie psychicznie. Siedzę i liczę odległości w jakich uderzają pioruny, ale przecież z tego powodu nie wrócę do domu ;)

Dzień Szósty, 26 lipiec 2007

Trasa: Leonowicze - Juszkowy Gród - Bondary - Lewkowo Nowe - Narewka - Janowo - Pogorzelce - Białowieża - Podcerkwy - Topiło, 78,18 km (ok. 20 km w terenie)

Tego dnia wkroczyłem na teren Puszczy Białowieskiej. I było naprawdę pięknie - takie drogi wśród starych lasów, mały ruch samochodów (chociaż trochę ich jednak krążyło, nawet po gruntowych) to jest to, co lubię. W drodze do Białowieży spotkałem czterech sakwiarzy, którzy mieli zamiar dojechać do Chełma, a więc nieco bliżej niż ja. Niestety, ciężko było z nimi złapać kontakt, nastawieni byli bardzo rozrywkowo i każdy podjęty temat rozmywał się w żartach. W Białowieży byłem około 13:00 i wtedy zaczęło się moje oczekiwanie na pieniądze. Obejrzałem cerkiew, objechałem miasteczko kilka razy, postudiowałem przewodnik aż zrobiła się 17:00. Postanowiłem, że sprawdzam w bankomacie po raz ostatni, bo chciałem jednak jeszcze tego dnia kawałek przejechać, trudno, wypłacę pieniądze najwyżej gdzieś dalej. Dokładnie o 17:00 podszedł do mnie starszy pan, grzecznie się przywitał i zaczął wypytywać o różne aspekty rowerowych podróży. Zdradził, że marzy o tym, żeby tak się wybrać na Mazury i objechać je na rowerze. Potem grzecznie się pożegnał i odjechał. Była 17:15. Podszedłem po raz ostatni do bankomatu i... pieniądze już były :) Ruszyłem dalej. Na leśnej drodze, przed Podcerkwami poczułem, że nowo nabyte pedały szwankują i to tak mocno, że zdecydowałem się zmienić je z powrotem na stare. Wcześniej jednak, kiedy zatrzymałem się pod leśnym drogowskazem ze szlakami rowerowymi zobaczyłem kobietę na rowerze. Powiedziałem "dzień dobry", a ona jakoś dziwnie mi odpowiedziała. Powtórzyłem więc powitanie, w odpowiedzi padło - już po angielsku - pytanie "do You speak English?" Dowiedziałem, że jest tu z ekipą i kręcą film na temat Puszczy Białowieskiej. Pochwaliła się też, że ma znajomych, którzy wybrali się na rowerach w podróż po Europie - 3000 km. Ech, może mnie się też kiedyś tak uda...? Wskazałem jej, gdzie są Podcerkwy (były prościutko 2 km przed nią ;) ), a sam zabrałem się za wymianę pedałów. Potem podążyłem za nią - w Podcerkwach spostrzegłem jej rower na podwórzu przy jakimś domu, ale nie zatrzymywałem się już. Dalej trasa przecinała kilka rezerwatów (cudne widoki i cisza, cisza, cisza...) aż wyjechałem na szosę już poza tereny chronione i zacząłem miejsca na nocleg. Nie trwało to zbyt długo - zdążyłem się jeszcze porządnie wymyć korzystając z mojego super turystycznego prysznica ;) Prawie nie było zasięgu sieci komórkowej - żeby wysłać byle sms-a musiałem powtarzać kilkukrotnie, wspinając się przy tym na drzewo ;) Spało się zaś w tym lesie niesamowicie. W domach jest coś duszącego... ;)

Dzień Siódmy, 27 lipiec 2007

Trasa: Topiło - Długi Bród - Wiluki - Wojnówka - Opaka Duża - Wólka Terechowska - Czeremcha - Zubacze - Klukowicze - Litwinowicze - Siemichocze - Augustynka - Nurzec - Moszczona Pańska - Siemiatycze - Kózki - Buźka - Mierzwice - Gnojno - Stary Bubel - Stary Pawłów - Janów Podlaski, 124,52 (ok. 12 km w terenie)

Przed wyjazdem miałem dylemat - przekroczyć Bug promem, czy jechać przez Siemiatycze. Awaria pedałów zmusiła mnie do tego drugiego wariantu. Zakupiłem tam porządne, metalowe pedały, które wytrzymały do końca i dalej mi służą - pancerny produkt. Tego dnia po raz pierwszy przejechałem ponad 100 km i poczułem, że jestem w stanie dojechać do Przemyśla. Wszystko za sprawą lepszych dróg, nie było już takiej mordęgi w terenie jak przez dotychczasowy tydzień. Po przekroczeniu Bugu jechałem szosą wijącą się wzdłuż rzeki pośród nadbużańskich letniskowych wioseczek aż dojechałem do Janowa Podlaskiego, gdzie po krótkim zasięgnięciu języka znalazłem nocleg pod dachem - widziałem, że znowu zbliża się burza, a miałem trochę tego dość. Przy okazji dokonałem porządnych ablucji, pogadałem z gospodarzem, który - jak się okazało - mieszkał kilkanaście lat w Szczecinie. A Janów Podlaski? Konie. Konie. Konie. Konie. Pod miasteczkiem. A w miasteczku... Nic takiego :)

Dzień Ósmy, 28 lipiec 2007

Trasa: Janów Podlaski - Błonie - Zaczopki - Krzyczew - Neple - Terespol - Michałków - Murawiec - Kostomłoty - Okczyn - Elżbiecin - Kodeń - Jabłeczna - Liszna - Sławatycze - Hanna, 94.26 km

Kolejny dzień jazdy wśród nadbużańskich wioseczek. Nie pamiętam już, czy to było tego dnia, ale w każdym razie zjechałem gdzieś z drogi na krótki postój - zatrzymałem się na poboczu drogi prowadzącej do pobliskich gospodarstw. W pewnym momencie usłyszałem, że z jednego z nich ktoś wychodzi i dość hałaśliwie się zachowuje - jak się po chwili okazało jeden z gospodarzy odprowadzał mocno uszkodzonego alkoholem kolegę. Kolega był bardzo rozmowny i chciał sobie ze mną uciąć pogawędkę, ale nie dość, że bełkotał to jeszcze w tamtejszej gwarze - nawet gdyby mówił z aktorską dykcją to i tak nie byłbym w stanie zrozumieć :) Jego kolega podjął się roli tłumacza, a pytania jak zwykle dotyczyły "skąd i dokąd?". Potem potoczyli się w swoją stronę i słychać było tylko jak ten bardziej pijany, co chwilę się zatrzymywał i starając się utrzymać równowagę zadawał kompanowi pytanie: "a Ty dałbyś tak radę? Ha? Nie dałbyś! Nie dałbyś!!". Spotkałem też tego dnia po raz ostatni grupkę sakwiarzy, o których wspominałem wcześniej - machnęliśmy sobie z oddali (zatrzymali się pod sklepem, w Kodeniu chyba) i tyle. Zdziwiłem się, bo miałem wrażenie, że jadą szybciej ode mnie, ale widać wstawali dużo później ode mnie ;) Potem zatrzymałem się na obiad w przydrożnym barze, gdzie szykowała się alkoholowa imprezka - otrzymałem życzenia "szerokiej drogi". Dojechałem do Hanny, gdzie zacząłem się rozglądać za laskiem, ale jakiś taki był nieprzyjemny, w dodatku niebieskie jeszcze przed chwilą niego szybko zaczęło zasnuwać się chmurami i szybko znalazłem kwaterę - dobudówce do domku, a konkretnie na zabudowanym tarasie przy tej dobudówce. Szybko nawiązałem kontakt z kotem i parką, która również się tam zatrzymała - jeździli po Polsce samochodem w poszukiwaniu odludnych miejsc. Okazało się, że oboje są zapalonymi szachistami, więc pozwoliłem sobie dołożyć. Potem się pożegnaliśmy - było jasne, że wyjadę zanim jeszcze otworzą oczy...

Dzień Dziewiąty, 29 lipiec 2007

Trasa: Hanna - Dołhobrody - Różanka - Włodawa - Sobibór - Wołczyny - Zbereże - Stulno - Wola Uhruska - Uhrusk - Siedliszcze - Rudka - Ruda Huta - Leśniczówka - Okszów - Chełm - Pokrówka - Depułtycze Królewskie - Wierzchowiny, 98,72

Dzień, w którym bardzo przydatna okazała się rowerowa peleryna - nie padało mocno, ale musiałem w niej jechać. Deszcz zagonił ludzi do domów, co trochę utrudniło mi wypytanie o kierunek jazdy na wiejskich rozdrożach. W Chełmie postój w pizzerii na obiad, w czasie którego przestało padać. Kiedy już wyjechałem z Chełma, zatrzymałem się na chwilę pod wiatą - parę km przed laskiem, w którym miałem zamiar się rozbić. Uciąłem tam sobie wcale niekrótką pogawędkę z chłopakiem na szosówce - bardzo się zainteresował moją wyprawą, nawet zaproponował nocleg u siebie, ale ja przecież miałem już upatrzony lasek... ;)

Dzień Dziesiąty, 30 lipiec 2007

Trasa: Wierzchowiny - Siennica Różana - Siennica Królewska Duża - Krasnystaw - Latyczów - Izbica - Wirkowice - Ujazdów - Kolonia Stawy Noakowskiego - Nielisz - Michałów - Szczebrzeszyn - Zwierzyniec - Józefów, 96,27

Wstałem raniutko i dość szybko znalazłem się w Krasnystawie, gdzie postanowiłem odpocząć trochę od padającego deszczu - wybór padł na jakiś piwny ogródek, gdzie zamówiłem kawę. Po chwili podszedł do mnie facet koło 50-tki i, jak to często bywa, wypytał się skąd dokąd i jak... Potem podszedł po raz drugi i - zastrzegając, że nigdy tego nie robi - zapytał, czy może się przysiąść. Po chwili zaczął snuć melancholijne rozważania, że sam chciałby tak pojeździć, ale już chyba za późno - nie ta kondycja, rodzina itp. Zaczął się do tego bawić w psychologa - odgadywacza ludzkiej duszy, więc starałem się go nie zawieść i na jego pytania odpowiadałem często nieprawdziwie, twierdząco ;) W końcu wysączył piwo i zadowolony z siebie powiedział, że musi wracać do pracy, ale gdybym tu jeszcze kiedyś przejeżdżał to zaprasza do siebie do pracy na koniaczek. Biuro d/s komputeryzacji, ech, co za typ... ;) Pojechałem dalej - chciałem gdzieś pomiędzy Zwierzyńcem a Józefowem zjechać z drogi i rozbić się na terenie Roztoczańskiego Parku, ale okazało się, że jest tam niesamowity ruch i musiałem się nieźle sprężyć, żeby nikt tego manewru nie zauważył. Przelazłem przez szlaban w las i ciągnąc rower piąłem się pod górę po piaszczystej drodze. W oddali już widziałem ogromne zwalone drzewo, za którym chciałem rozbić namiot, już do niego dochodziłem, gdy nagle zaczął szczekać pies. Ki diabeł, przecież specjalnie patrzyłem na mapę, gdzie są leśniczówki, a tu pies?! Nie chcąc ryzykować spotkania z leśniczym wskoczyłem na rower i zjechałem do szosy. Popędziłem dalej w kierunku Józefowa, a tuż za tablicą oznaczającą koniec parku skręciłem w las i ukryłem się za malutkim pagórkiem. Las był niesamowity - ogromne drzewa, do tego całkowity brak komarów. Brak komarów wypełniły pająki, co zauważyłem dopiero w nocy kiedy jeden właził mi do oka, a drugi spokojnie rozstawiał sieć u szczytu namiotu. Kładąc się spać nie przypuszczałem jeszcze, że to mój ostatni nocleg na tej wyprawie...

Dzień Jedenasty, 31 lipiec 2007

Trasa: Józefów - Hamernia - Oseredek - Susiec - Rybnica - Paary - Narol - Lipsko - Łukawica - Wola Wielka - Werchrata - Dziewięcierz - Horyniec - Wólka Horyniecka - Basznia Górna - Podlesie - Czerwona Figura - Budomierz - Krowica Hołodowska - Krowica Lasowa - Majdan Lipowiecki - Wielkie Oczy - Kobylnica Wołoska - Budzyń - Korczowa - Kalników - Stubno - Nakło - Walawa - Wyszatyce - Bolestraszyce - Przemyśl, 156 km

Noc była piękna, ale w takich starych lasach zwykle tak jest. Kiedy wstawałem rano nie myślałem o tym dokąd dojadę - wiedziałem, że do Przemyśla, czyli miejsca w którym miałem zakończyć wyprawę nie jest już daleko, ale i tak wychodziło, że są to raczej dwa dni jazdy... Parłem jednak mocno do przodu, w głębi duszy wierzyłem, że uda mi się dojechać tam już dzisiaj. Czerwona Figura - dojazd do niej i droga za nią była niesamowita. Cóż z tego, że - jak mi wyjaśnił zresztą miejscowy - czerwony okazał się krzyż, a zawieszona na nim figura biała ;) Parłem ostro do przodu i nawet ostre podjazdy (w porównaniu do reszty trasy) nie robiły na mnie większego wrażenia. Obejrzałem starą cerkiew w Wielkich Oczach (nazwa prawdopodobnie od dwóch stawów), i czułem się coraz mocniej podbudowany mijając kolejne tablice z nazwami miejscowości. Znałem je z map, w pierwszej wersji od tej strony miałem zaczynać jazdę... W Korczowej widziałem ogromną kolejkę samochodów do przejścia granicznego. W Nakle musiałem zasięgnąć języka, żeby trafić do mostu wiszącego nad Sanem (sprostowanie - miejscowi mówią "kładka" ;) ) - dojazd do niego prowadzi po drodze nierówno wyłożonej betonowymi płytami. Później przedzierałem się drogami wśród pól i podprzemyskich wiosek, które potem zaczęły przypominać osiedla mieszkaniowe. Ostatnie kilometry pokonywałem już w zapadających ciemnościach. Nastawiałem się też mentalnie na spędzenie nocy "pod chmurką" w mieście - wiedziałem, że pociąg mam dopiero nad ranem. W Przemyślu najpierw zjadłem obiad w pizzerii, potem odbyłem nocną przejażdżkę do sklepu na stacji benzynowej w celu zaopatrzenia się w Redbulle, gazety i inne drobiazgi niezbędne do przetrwania nocy na ławce ;) Potem zająłem stanowisko w pobliżu ratusza (co to w ogóle za miasto, ze wszelkie okoliczne puby z ogródkami pozamykali do 23:00 ? Nie było jednak źle - trochę pogadałem przez telefon z Anią, która starała mi się dzielnie towarzyszyć, ugotowałem sobie wodę na kawę na kuchence... Siedziałem i patrzyłem. Pogoda mi na szczęście sprzyjała. Nad ranem wreszcie pojechałem na dworzec i wsiadłem do pociągu, ale tak naprawdę dopiero w Szczecinie pod wieczór poczułem, że to koniec wyprawy.

Copyrighted by meak ;)